Archive for Wrzesień, 2010
Co bank ma do Facebooka?
Czy można, oszukawszy wcześnie bank w sprawie osiąganych przez siebie dochodów, i tak wpaść, nie robiąc nawet niczego co, racjonalnie rzecz biorąc, mogłoby być przyczyną wpadki? Tak! Banki coraz częściej korzystają z portali społecznściowych w celu sprawdzenia klienta, który ostatnio brał kredyt. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że pożyczkodawca może skorzystać z bogatych możliwości, oferowanych przez dzisiejszy stale i intensywnie się rozwijający internet, by skontrolować czy w aby na pewno nie robimy go (banku) w przysłowiowego konia.
O co więc chodzi? Czy na pewno, biorąc kredyt, nie znamy dnia ani godziny, nigdy nie możemy być pewni tego czy jesteśmy czy nie jesteśmy akurat kontrolowani? Wraz z rozwojem nowoczesnych technologii, zwłaszcza tych związanych, mniej lub bardziej ściśle, z internetem, rozwinęły się też możliwości banków, które teraz, dając kredyt, są w stanie skontrolować finanse potencjalnego klienta chociażby za pośrednictwem bardzo ostatnimi czasy popularnych portali społecznościowych, takich jak na przykład Nasza klasa, facebook czy Twitter. I wcale nie mówimy tutaj, tak jak już wspomniano, o jakichś bardzo zaawansowanych technologicznie specjalistycznych narzędziach. Bank, chcąc zgromadzić więcej informacji na temat stanu w jakim znajdują się nasze finanse, może po prostu polecić jednemu ze swoich pracowników wyszukanie naszego profilu, na którymś z portali społecznościowych, założenie sobie konta i, tym sposobem, skontrolowanie na przykład tego czy aby pewno mamy taki samochód jaki przestawiliśmy w oświadczeniu.
Osoby biorące kredyty dobrze wiedzą, jakie informacje należy podać o kredyt w banku, żeby bank wyliczył jak najwyższą zdolność kredytową. Jakie sztuczki są najczęściej stosowane? Oczywiście zatajanie innych kredytów, zatajanie dzieci czy nie podawanie ilości domwników, którzy mieszkają w jednym gospodarstwie domowym. Tymczasem… Na portalu społecznościowym regularnie wrzucamy zdjęcia swoich dzieci, chwalimy się nowymi samochdami, telewizorem czy sprzętem. Skąd mieliśmy na niego pieniądze, skoro zarabiamy tak niewiele? Zapewne zakupy sfinansowały nam kredyty…. Takich własnie informacji szuka bank i jego pracownicy. Co więcej, tego typu metody, jak wiemy ze specjalnego oświadczenia, które wystosowała w tej sprawie polska policja, są w pełni legalne. Każdy z banków może się nimi całkowicie swobodnie posługiwać. Tak więc, decydując się na kredyty, nigdy nie możemy być pewni tego, że, jeżeli udzieliliśmy bankowi informacji, które są całkowicie lub częściowo nieprawdziwe, pozostaniemy zupełnie bezpieczni i pewni, że bank się o naszych kłamstwach nie dowie. Wydać nas może nawet zdjęcie, zamieszczone przez nas na naszej klasie czy Twitterze. Nie mówiąc już o wypowiedziach cz komentarzach na profilu swoim czy innych.
Co ciekawsze, jak informuje Sebastian Wojdył z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, uzupełnianie danych podanych w trakcie podpisywania umów czy to o kredyt czy o zwykłe konto osobiste, informacjami znalezionymi na naszej-Klasie czy Facebooku zgodnie z art, 25 ustawy o ochronie danych osobowych jest zgodne z prawem.
Warto wiedzieć:
Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych http://www.giodo.gov.pl/
Długi pogrążą Polske?
Jak pokazują liczne dane na temat stanu w jakim znajdują się obecnie finanse polskiego sektora publicznego, publikowane ostatnio przez różnego rodzaju ośrodki badawcze, fachowo zajmujące się monitorowaniem rynku, nasze państwo zadłuża się w tempie zastraszającym. Nie same długi rosną w tempie ekspresowym ale równie samo tempo wzrostu długów. Informacje te, jak wiadomo, szczególnie interesujące powinny być dla osób prowadzących rachunki firmowe, gdyż, jak pokazują przeprowadzane w tym celu symulacje, za rok bądź dwa lata, stan zadłużenia polskiego państwa może stać na przeszkodzie do uzyskiwania przez polskich przedsiębiorców dotacji unijnych. Te szybkie pieniądze, które do tej pory w wydatny sposób wspierały rozwój polskiego sektora ekonomicznego, teraz, w czasach kiedy Polska coraz bardziej się zadłuża, mogą stać się po prostu niedostępne.
Wszyscy, prowadzący rachunki firmowe, muszą być świadomi, że, choć polski sejm dysponuje odpowiednim zasobem środków, dzięki którym można „oszukać“ ustalone przez naszą konstytucję normy, regulujące kwestie zadłużenia państwa, to Unia Europejska, której jesteśmy członkiem, nie da się tak łatwo przekonać, i, najprawdopodobniej, obejmie nasz kraj różnego rodzaju sankcjami, które, z finansowego punktu widzenia tych, którzy prowadzą rachunki firmowe, najpewniej będą w bardzo wysokim stopniu istotne. Myśląc więc o takich sprawach jak szeroko pojęte szybkie pieniądze, musimy pamiętać, że stale rosnące zadłużenie polskiego sektora publicznego najprawdopodobniej spowoduje daleko idące zmiany na całym polskim rynku, zmusi rząd do wykonywania kolejnych ruchów, które w ostatecznym rozrachunku przyczynią się jeszcze w dodatkowym stopniu do skrępowania rąk osobom prowadzącym rachunki firmowe, które przecież już teraz mają duże problemy z zachowaniem odpowiednio wysokiego poziomu płynności finansowej.
Stale rosnący dług publiczny, nawet jeżeli nie pogrąży całkowicie polskiej gospodarki, zapewne w bardzo znaczącym stopniu przyczyni się do skomplikowania i tak już dość skomplikowanej sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie polski skarb państwa. Ucierpią na tym najbardziej fundusze zapełniające rachunki firmowe oraz prywatne. Już za rok, według zdania niektórych ekspertów, rozpoczną się problemy wynikłe z ograniczeń zapisanych w polskiej konstytucji, za dwa lata, kiedy, nie poprawiana w ogóle albo poprawiana tylko doraźnie, sytuacji w Polsce ulegnie dalszemu pogorszeniu, do tego wszystkiego dołączą się jeszcze kolejne sankcje, zastosowane przez Unię Europejską. I nawet jeżeli naszym pomysłowym posłom uda się, przy pomocy takich czy innych środków, chwilowo zażegnać najgorszą ewentualność, wszyscy, którzy prowadzą swoją działalność ekonomiczną oraz liczą na szybkie pieniądze muszą liczyć się z tym, że, chcąc ratować sytuację, to do ich kieszeni rząd sięgnie w pierwszej kolejności. Należy więc jak najszybciej się zabezpieczyć na wypadek cięższych sytuacji kryzysowych.
Wibor libor euribor
Przed wzięciem kredytu, warto bardziej szczegółowo zorientować się w zasadach, które rządzą danym segmentem rynku kredytowego.
Na przykład, wiele możemy zyskać wiedząc, że marże, czyli zysk, czerpany przez banki z świadczonych przezeń usług, takich jak na przykład kredyty, doliczany jest do wskaźników, na podstawie których banki udzielają kredytów. Np. przykład w przypadku wskaźnika WIBOR mamy do czynienia z doliczeniem trzech punktów marży, co równa się oprocentowaniu kredytu w złotych, a przypadku takich wskaźników jak EURIBOR mamy plus cztery punkty marży, i wtedy otrzymujemy kredyt oprocentowany w oficjalnej walucie Unii Europejskiej, czyli euro. Najczęściej, w największej ilości wypadków marże nie są stałe przez cały okres, nazywany w żargonie bankowym okresem kredytowym, dlatego warto je negocjować, by zyskać w ten sposób pewne oszczędności, które, w niektórych przypadkach, mogą sięgnąć nawet kilkudziesięciu lub kilkuset złotych miesięcznie- zależnie od tego na jaką kwotę wzięliśmy kredyt, oraz w jaki sposób jest on oprocentowany.
Średni poziom marż w przypadku takich usług jak kredyty hipoteczne, w złotych i dolarach amerykańskich, pozostał, jeżeli chodzi o oferty standardowe, czyli takie, których banki świadczą najwięcej, na właściwie niezmienionym poziomie przez cały sierpień. Wyjątek stanowi kilka drobnych wahnięć, które jednak w żadnym bardziej istotnym stopniu nie odbiły się na ostatecznym kształcie. W sierpniu, tak samo jak w kilku poprzedzających go miesiącach, marże wyniosły odpowiednio 2,85 proc. Oraz 6.21 proc.
Niewielkiej obniżce uległy marże takich usług jak kredyty we frankach szwajcarskich. Libor spadł o około 0,12 pkt proc, co sprawiło, że w ostatecznym rozrachunku, marże bankowe ukształtowały się na poziomie 5,55 punkt proc. Dość zdecydowanie wzrosła za to średnia marża takich usług jak kredyty udzielane w euro, zatrzymując się ostatecznie na poziomie 3,88 punkt proc, czyli notując wzrost kosztów finansowania szacowany na około 0,10 pkt proc.
Nieco inaczej, w przypadku takich zagadnień jak szeroko rozumiane kredyty, ma się rzecz jeżeli chodzi o tak zwane oferty pakietowe, czyli takie, w przypadku których klient, decydując się na kredyt, podpisuje z bankiem umowę również na usługi innego typu. Oprócz bowiem tego, po co klient przyszedł do banku, czyli kredyt klient decyduje się również na przykład na kartę kredytową, rachunek bankowy, otworzenie i prowadzenie konta internetowego, i inne podobne usługi. W tym przypadku średnie poziomy marż ukształtowały się ostatecznie na wysokości około 3,70 – 4,00 pkt procentowych, czyli zanotowały niewielki wzrost. Tak samo jak w przypadku takich ofert jak kredyty standardowe, tak w przypadku ofert specjalnych żaden, z funkcjonujących na polskim rynku banków ostatecznie nie zdecydował się na to by dokonać bardziej lub mniej znaczącej obniżki marż kredytów denominowanych do dolara amerykańskiego.
W całościowym przekroju widać więc, że rynek, mimo pewnych niewielkich wahań, wciąż jest bardzo stabilny, reguluje się w sposób właściwy, nie pozostawiając tym samym inwestorom żadnych powodów do jakichkolwiek wątpliwości co do tego, czy można w pełni bezpiecznie inwestować.
Rok akademicki na kartę kredytową
Coroczne, październikowe rozpoczęcie roku akademickiego w Polsce poprzedzone jest zintensyfikowaną akcją banków, kierujących w tym okresie specjalnie dopasowane oferty kart kredytowych do wszystkich żaków rozpoczynających edukację na wyższym poziomie lub też tych, którzy z powodzeniem ją kontynuują. Oferta taka skierowana jest do wszystkich niepracujących studentów. Choć w poprzednich latach było ich więcej – o „kieszenie” polskich żaków zabiega w tym roku tylko sześć podmiotów bankowych, mających w swej ofercie plastikowy sposób na szybkie pieniądze dla studentów.
Karty kredytowe dla studentów należy rozpatrywać w kategorii „ofert specjalnych, uprzywilejowanych i konkretnie sformatowanych. Dlaczego? Wystarczy przypomnieć, że głównym warunkiem zdobycia karty kredytowej jest posiadanie stałego źródła dochodów. W przypadku niepracujących studentów jest to w zasadzie kredyt bez zaświadczeń; banki odstępują od tego wymogu, żądając jedynie na potwierdzenie legitymacji studenckiej lub w przypadku jej chwilowego braku – indeksu. Zabezpieczają się też jednakże na wypadek trudności z regulowanie należności. Łatwe i szybkie pieniądze prowokują do łatwego i szybkiego…wydawania. Tutaj, jednym z bankowych sposobów jest przyznawanie dość wyraźnie ograniczonego limitu na korzystanie z karty kredytowej, choć niektóre banki i w tym przypadku szukają lepszych warunków na zysk, przyznając studentom wyższe limity na kredyty w zamian za nieco wyższe roczne opłaty za używanie plastikowej karty. Niektóre premiują też aktywność żaków (częstotliwość płatności kartą), nie pobierając prowizji od wielu operacji.
W październiku starania o taki kredyt bez zaświadczeń, a de facto przygotowanie do „życia na kredyt”, czynią w równym stopniu studenci studiów dziennych, jak i zaocznych, z uczelni państwowych oraz niepublicznych. Studenci, by mieć szansę na szybkie pieniądze, na potęgę zakładają konta bankowe (często ważny warunek do zdobycia karty kredytowej), choć czasem wymagane jest posiadanie takiego konta już od jakiegoś czasu. W ten sposób bank sprawdza regularność wpływów, a więc wiarygodność i wypłacalność przyszłego klienta. Coraz częściej zdarza się też, że do uzyskania zgody na ten swoisty kredyt bez zaświadczeń banki żądają od studentów innego zaświadczenia, a mianowicie o uzyskanych wynikach w toku nauczania tak, by uniknąć sytuacji kredytowania osoby niebędącej już wśród studenckiej braci.
Polscy studenci dopiero od kilku lat otrzymali do rąk narzędzie, jakim jest plastikowa karta – kredytowa. Tym samym inauguracja roku akademickiego w Polsce staje się podobną w mechanizmach sytuacją do tej występującej za Oceanem, gdzie prawie 90 procent studentów posługuje się własną kartą kredytową. Oby tylko takie kredyty naszych żaków nie rosły w takim samym, jak wśród amerykańskich studentów, tempie.
Gotówka od ręki 1000 złotych za darmo
Rynek banków w Polsce kwitnie i dziś to nie klient szuka miejsca lokaty swoich oszczędności czy comiesięcznych wypłat wynagrodzenia, lecz to instytucje bankowe usilnie starają się o portfele klientów, przekonując ich do swojej oferty rozmaitymi sposobami. Po latach walki o klienta za pomocą opłat prowizyjnych, opłat za prowadzenie konta czy przelewy, czasie, kiedy oferowano szybkie pieniądze i najtańszy kredyt – przyszedł czas na… rozdawanie pieniędzy. Atrakcyjną nowością dodawaną do założonego w banku rachunku jest dziś tani kredyt pobierany w ramach tegoż. Szacuje się, że w 2009 roku Polacy wzięli kredyt w swoim rachunku na łącznie ponad 11 mld zł. Przy dobrych ofertach banku takiej okazji na szybkie pieniądze, gdy wydatki przycisną do muru, nie powinno się przepuszczać. W wielu jednak przypadkach kredyt w rachunku jest oprocentowany nawet do 20 procent, a to powoduje, że raz – nie jest to już sposób na najtańszy kredyt, i dwa – brak przymusu szybkiego jego spłacenia wpędza nas w pułapkę odsetek, które „na boku” narastają.
Tym samym, potencjalnie tani kredyt staje się niewygodny i trochę…zbyt drogi.
Oczywiście, i w tej materii banki starają się wyjść naprzeciw potrzebie konsumenta, czyli swojego klienta, oferując do pewnych limitów kwotowych (np. 1 tys. złotych) bezpłatne oprocentowanie takiego kredytu. Widełki kwotowe w ramach zwolnienia z opłat odsetkowych także są ustalane indywidualnie przez bank.
Innym, stosowanym już rozwiązaniem, jest też wprowadzanie nieoprocentowanego salda ujemnego dla konta przez okres np. 7 dni. Są wreszcie banki, które dopuszczają np. zmniejszanie przez klienta comiesięcznego limitu kredytowego o daną kwotę.
Jeśli jest nam potrzebna gotówka od ręki i chcemy w ramach naszego konta uruchomić linię kredytową, by w maksymalnie krótkim czasie otrzymać z niego szybkie pieniądze, pamiętajmy o tych kilku ważnych zasadach, które ułatwią nam późniejsze regulowanie należności. Poza wspomnianymi wyżej „pułapkami” takiej formy zadłużania się, należy pamiętać, że wciąż pożyczamy pieniądze. W tym jednak przypadku są one brane korzystniej choćby dlatego, że kary w postaci odsetek płacone są przez nas wyłącznie od kwoty zaciągniętego kredytu. To stawia taką formę wewnętrznej pożyczki ponad pozostałym formami zadłużania, które wymagają regularności, za brak której słono karzą. Tymczasem ów kredyt w ramach konta to rzeczywiście dziś najtańszy kredyt, który w wielu wypadkach może okazać się nawet „za darmo”, jest znacznie efektywniejszy od innych form kredytowych, a na pewno obarczony znacznie mniejszym dla nas finansowym ryzykiem.
Konsolidacja kredytów od a do z
Kredyty to obecnie codzienność. Nie ma chyba osoby, czy rodziny, która nie żyła by z jakąś sumą na karku. Bierzemy na kredyt praktycznie wszystko, od drobnych rzeczy w rzekomych kredytach zero procent w marketach po samochody czy mieszkania. Szybki kredyt to obecnie nie problem. Wielu osobom się wydaje, że wzięcie niewielkiej sumy na kredyt jest zupełnie bezbolesne. Zaciągają więc kolejne kredyty na tostery, odkurzacze, aparaty. Nagle okazuje się, że szybki kredyt, wyciągnął nam z kieszeni kilka tysięcy a suma rat wynosi już kilka set złotych. Co robić w takim wypadku? Dobrym rozwiązaniem jest kredyty konsolidacyjny. Dzięki takiemu rozwiązaniu zamieniamy kilka rat w jedną, lub przenosimy te najbardziej uciążliwe do innego banku. Często bowiem banki, poszukując klientów, próbują przejąć klientów innych banków oferując im niższe oprocentowanie. W wyniu zdecydowania się na kredyt konsolidacyjny, możemy zaoszczędzić całkiem wysoką sumę pieniędzy. Zanim jednak się zdecydujemy na zmianę banku musimy wziąć pod uwagę kilka aspektów.
1. Sprawdźmy z któryś z kredytów nie kończy się w najbliższym czasie.
Ilość zaciągniętych kredytów, często wprowadza chaos w domowy budżet. Wiele osób nie jest w stanie zapanować nad spłacaniem rat i ustawia zlecenia stałe na koncie internetowym w banku. Może jest to i dobre rozwiązanie, ale zwykle przez nie przestajemy panować nad tym co się z danym kredytem dzieje. Często się okazuje, że szybki kredyt był na tyle szybki, że praktycznie jego spłata zbliża się ku końcowi. Zanim więc zdecydujemy się na kredyt konsolidacyjny, sprawdźmy, czy któreś z kredytów nie kończą się w najbliższym czasie. Lepiej szybciej spłacić część zobowiązań.
2. Spróbuj wynegocjować lepsze warunki w starym banku.
Zanim podpiszesz umowę w innym banku, zadzwoń do swojego obecnego – lub lepiej wybierz się tam osobiście – i powiedz, że zmieniasz bank. Nie musisz mówić nic więcej. W większości przypadków, pracownicy momentalnie zasypią Cię lepszymi ofertami, byle Cię tylko zatrzymać! Bez względu na to czy chodzi tu o szybki kredyt, czy jakiś większy kredyt (np. hipoteczny), bankom zależy na zatrzymaniu klienta przy sobie.
3. Zobacz czy w ogóle zaoszczędzisz
Aby uzyskać klienta banki są w stanie dużo obiecać. Jeśli jednak brałeś kredyt w okresie boomu budowlanego, kiedy to mieszkania były drogie a kredyty tanie, możesz być pewien, że obecnie nawet Twój bank, nie zaproponuje CI dużo lepszych warunków. Nawet jeśli kredyt konsolidacyjny jest bardziej atrakcyjny, sprawdźmy, czy przypadkiem różnica w cenie nie zrekompensują opłaty dodatkowe jak prowizje, marże za udzielenie kredytu i oczywiście prowizja od wcześniejszej spłaty w poprzednim banku.
4. Niższe raty nie koniecznie tańszym rozwiązaniem.
Oczywiście niskie raty kuszą, ale zanim się na nie zdecydujemy, sprawdźmy czy rzeczywiście są opłacalne. Banki dające kredyt konsolidacyjny bazują na niewiedzy klientów. Każdy kredyt może mieć niższą ratę, jeśli zostaną one rozpisane na dłuższy okres. Trzeba jednak wiedzieć, że w wypadku takim rosną koszty kredytu, czyli ostatecznie zapłacimy za niego dużo więcej.
5. Kredyt konsolidacyjny uniemożliwia odliczanie odsetek kredytowych.
Wiele osób korzysta z możliwości odliczania odsetek na spłatę kredytu mieszkaniowego. Trzeba sprawdzić w takim wypadku czy korzyści wynikające ze zmiany wszystkich rat w jedną nie są mniejsze od tych które daje możliwość ulgi odsetkowej.
Dlaczego kredyt konsolidacyjny jest bardziej opłacalny niż szybki kredyt? Ten pierwszy jest brany zwykle pod hipotekę. Z tego też względu istnieje możliwość uzyskania dużo niższej raty kredytu. Dodatkowo opłaty administracyjne obsługi kilku kredytów w różnych bankach zamieniamy na jedną opłatę administracyjną jednego banku. Sprawdź ofertę banku na kredyt konsolidacyjny, jednak zanim się zadłużysz do tego stopnia, że nie będziesz w stanie spłacać rat starych kredytów. Kredyt taki dokładnie tak samo jak inne, nie zostanie nam przyznany, jeśli nie mamy zdolności kredytowej czy mamy złą historię w bik.
Kredyt na emerytury tego jeszcze nie było
To, że ZUS ma ogromne problemy finansowe, wiadomo nie od dziś. ZUSowi brakuje pieniędzy na wypłatę emerytur i rent od dłuższego czasu. W tym roku liczy się, że może zabraknąć od 5 do 8 mld zł. Problemem jest to, że rząd nie zamierza zwiększać dotacji na renty i emerytury a pieniądze wypłacić trzeba.
Coraz głośniej mówi się, że aby ZUS wywiązał się z zobowiązań musi zaciągnąć kredyt. Jak do tej pory ZUS w trybie pilnym zapożyczył się z banku na 200 mln zł. Pieniądze te otrzymał z linii kredytowej zaciągniętej kilka lat temu na „wszelki wypadek” na 2,5 miliarda złotych. Co ZUSowi z linii kredtowej, skoro braki w kasie zakładu były wiceminister finansów Stanisław Gomułka szacuje na 10 mld zł.
Kredyt choć ostateczne i jedyne tym razem rozwiązanie, powiększy deficyt sektora finansów publicznych Państwa. Komisja Europejska przewiduje, że wyniesie on w naszym kraju 80 mdl zł. Stanowi to 6,6 proc. PKB.
Pojawiły się opinie, że zby wypłacić emerytury w listopadzie i grudniu tego roku, ZUS musi wziąć kredyt na około 4 mld zł. Tymczasem Mirosława Boryczko, jeden z członków zarządu ZUS, zajmująca się kwestiami ekonomiczno-finansowymi uspokaja, że sytuacja jest stabilna. Jej zdaniem nie ma zagrożenia na brak pieniędzy na wypłatę emerytur i rent do końca roku i żadne kredyty nie są potrzebne. Jej zdaniem plan na rok 2010 jest realizowany bez najmniejszych problemów a ściągalność składek wyniesie 99 proc – czyli jest zgodna z założoną kwotą w planie finansowym FUS.
Nie zmienia to faktu, że dotacja budżetowa kńczy się we wrześniu. Co w takim przypadku z rentami i emeryturami przez kolejne 3 miesiące? Mirosława Boryczko tłumaczy, że w planie finansowym Funduszu Ubezpieczeń Społecznych zostało złożone, że w 2010 roku, w celu wypłaty świadczeń, oprócz składek na OFE, będą jeszcze” dotacja, refundacja wpłat przekazanych do OFE, środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD) oraz kredyty. Dodatkowo FUS może wykorzystać kredyt z budżetu państwa w wysokości 37,9 mld zł, z czego ponad 29 mld zł wykorzystanych już zostało. Październikowe emerytury zostaną wypłacone z pozostałej kwoty, ze składek oraz ze środków przekazanych z Funduszu Rezerwy Demograficznej. ZUS może wykorzystać 7,5 mld zł z tego funduszu.
Mirosława Boryczko wylicza, że wpływy do ZUS wynoszą 159 mld zł z czego 157,6 mld zł to wydatki. 140,2 mld tej drugiej kwoty to emerytury i renty.
Kredyty na listopadowe i grudniowe wypłaty jednak będą zaciągane, tyle tylko, że były one planowane. Zadłużenie ZUS wynosi już 1,5 mld zł i powiększy się jeszcze o 2,5 mld zł do końca roku.
Jak wygląda dłużnik kredytowy czy bank to wie?
Mężczyzna, lat 30 do 39, mieszkaniec Polski południowej – w szczególności województwa śląskiego. Taki jest, według Infor Monitora, statystyczny polski dłużnik.
Przeciętny polski dłużnik ma średnio nawet do sześciu finansowych zobowiązań powstałych przez zaciągane chętnie i licznie kredyty bankowe oraz te dostępne „od ręki”. Nie byłoby w tym nic nadzwyczaj ważnego gdyby nie fakt, iż kredyty te stanowią poważne zobowiązania i w większości przypadków są wyższe od jego przeciętnego dochodu. Z reguły też, kolejne kredyty brane są na spłatę poprzednio wziętych. Sytuacja ta nie dotyczy oczywiście zobowiązań obejmujących kredyt hipoteczny czy kredyt samochodowy, albowiem te obwarowane są zbyt szczelnymi przepisami i wymogami. Nie zmienia to faktu, że licznie dostępne dziś na rynku kredyty powodują, że banki mają spory problem z właściwym ocenieniem swojego potencjalnego klienta.
Szacuje się, że tzw. „zagrożone kredyty”, tj. kredyty bankowe z dużym prawdopodobieństwem dalszego niespłacania przez klientów (lub już częściowo niespłacanych), to dziś 6,6 proc. zasobów bankowych. Przeterminowane zobowiązania wobec banków wynoszą już 20 mld zł, a niechlubny rekordzista winny jest za niespłacone kredyty bankowe 84 mln zł. Szacunki Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazują jednak, że w Polsce tylko ok. 8 proc. kredytów nie zostanie w pełni spłaconych. To mniej niż w niektórych krajach europejskich, gdzie zagrożony jest co piąty dług wobec banku lun innej instytucji finansowej.
Nic w tym dziwnego, jeśli zobaczymy, że swoich zobowiązań, i jako ostatni będzie tu często brany pod uwagę kredyt hipoteczny – w wymaganym terminie nie reguluje dziś prawie 2 mln Polaków (szacuje się, że to ok. pięciu na 100). Wbrew powszechnym opiniom, do grupy osób, które najgorzej spłacają kredyty bankowe i inne wcale nie należą ludzie starsi. Z osób powyżej 60. roku życia tylko nieco ponad 4 proc. ma trudności ze spłatą. Być może dlatego, ż w ich zasięgu nie jest do wzięcia np. kredyt hipoteczny.
Znaczący wpływ na położenie polskiego kredytobiorcy miał niedawny światowy kryzys ekonomiczny. Z pewnością ogólną sytuację na rynku kredytów pogorszyły nie tak dawne, niekorzystne notowania kursów walut, w tym przede wszystkim wyraźne umocnienie się franka szwajcarskiego, w którym brany jest w Polsce najczęściej kredyt hipoteczny. Warto też zauważyć, że istotny wpływ na sytuację kredytową mają także czynniki ekonomiczne, związane np. z cenami opłat za korzystanie z mediów, należące do jednych z najwyższych (lub często najwyższe) w Europie. To jednak dla banku wskaźnik-informacja praktycznie nie znacząca.
Ranking kredytów hipotecznych – sierpień 2010 r
Po niedawnym, choć w zasadzie utrzymującym się wciąż kryzysie na rynku finansowym, banki niezmiennie zachowują się wobec potencjalnych klientów ostrożnie. Oferta na kredyty bankowe jest dziś niewiele zróżnicowana, a sytuację na rynku, gdyby wziąć pod uwagę konkurencję ofert na kredyty, dodatkowo komplikuje przyjęta przez Komisję Nadzoru Finansowego i wprowadzona w życie 23 sierpnia tego roku Rekomendacja T. Oprócz finansowania kredytów w polskiej walucie, nakazuje ona bankom jeszcze bardziej rzetelne sprawdzanie zdolności kredytowej potencjalnych klientów banku. Nowe wskazania KNF dają możliwość, by móc zaciągnąć kredyt hipoteczny w rodzimej walucie, w znacznie większej kwocie niż np. kredyt we frankach.
W dobie nieprzewidywalnych ruchów i wahań na rynkach walutowych, kredyty bankowe w złotówkach mogą okazać się po prostu pewniejszym źródłem finansowania, niż nieco bardziej ryzykowny na dziś kredyt we frankach szwajcarskich, euro czy amerykańskim dolarze. Niektórzy analitycy bankowi wskazują, że sytuacja na rynku kredytów pogorszy się, inni zaś wskazują, że banki już od jakiegoś czasu same stosują podobne ograniczenia wobec klientów, którzy starają się o kredyt hipoteczny.
Ostatecznie nie zmienia to jednak faktu, że w rezultacie kredyt mieszkaniowy może dziś stać się nieco trudniejszy do zdobycia nie tylko dla przeciętnej polskiej rodziny. Kredyty bankowe mają przecież niemały wpływ na gospodarkę, co przy spadku popytu może spowodować jeszcze jedno: znaczne ograniczenie społecznej konsumpcji.
Jeden z najnowszych rankingów wyliczających najtańsze kredyty hipoteczne pokazuje, że instytucje bankowe różnicują swoją ofertę na kredyty głównie w obrębie usług „dodatkowych”, takich jak czas realizacji czy ilość koniecznych do załatwienia formalności. Założenia przyjęte na potrzeby sporządzenia rankingu banków oferujących pożyczki na kredyt hipoteczny, to: kwota kredytu brana na 100 proc. nieruchomości, tj. 300 tysięcy zł, prowizja wliczona w ratę kredytu, a okres kredytowania – 30 lat. Zestawienie obejmuje kredyty bankowe w PLN, nie zaś np. wymagania na kredyt we frankach.
Według rankingu, na pierwszych dwóch miejscach znajdują się banki, które nie pobierają prowizji od kredytów, tj.
- Bank BGŻ i Bank Pocztowy, choć prowizji nie pobiera też Raiffeisen Bank i Bank Millennium. W dwu pierwszych przypadkach rata miesięczna wyniosłaby 1777 zł, w przypadku pozostałych banków już od 1822 do1841 zł. Co ciekawe,
- trzeci w rankingu Nordea Bank, mimo wyższej prowizji (nawet do 3 proc.), oferuje ratę o…1 zł wyższą od najlepszych w rankingu.
- Poza czwartym w zestawieniu bankiem PKO BP, w którym opłata prowizyjna sięga nawet 3,5 proc. i jest najwyższa w rankingu (choć bank oferuje też kredyty bez prowizji), miesięczne raty do spłaty przekraczają kwotę 1800 PLN.
Dane z rankingu kredytów bankowych pokazują stan na 27 sierpnia 2010 roku. Należy pamiętać, że w ciągu roku banki indywidualnie ustalają niektóre wskaźniki kredytowe. Mając też na uwadze inne uwarunkowania (np. wkład własny) warto zapytać o możliwy do wzięcia kredyt we frankach czy innej walucie obcej.
Kredyty dla firm przechodzą do lamusa
Czy możliwe jest prowadzenie własnej działalności bez korzystania z jakichkolwiek form i możliwości na to, by zaciągać coraz to nowsze kredyty? Okazuje się, że tak. Wyniki badań przeprowadzonych w okresie 18 kwietnia – 4 lipca 2010 roku przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych i firmę doradczą Deloitte wskazują, że kredyty dla firm są zbędne dla 34 procent badanych przedsiębiorstw (badaniem objęto 388 podmiotów gospodarczych zatrudniających powyżej 250 pracowników). Taki wynik świadczyć może prawdopodobnie o tym, że tyleż firm nie jest w Polsce zadłużonych poprzez kredyty bankowe. Pozostała liczba przedsiębiorstw zaciąga kredyty dla firm oraz korzysta z innych form pożyczek, które jednak generują zadłużenie nie większe niż 10 procent wartości posiadanego przez nie majątku.
Publikując takie dane, przedstawiciele PKPP Lewiatan podkreślali, że wiele podmiotów gospodarczych stara się finansować bieżącą działalność z własnych środków, bez konieczności sięgania po takie łatwe instrumenty finansowe, jakimi są kredyty dla firm. Te bowiem mogą często wytwarzać dla firmy zbyt duże koszty poboczne. Taka tendencja obserwowana jest w Polsce mniej więcej od 2003 roku i, co bardzo ważne, nie oparła się nawet niedawnemu globalnemu kryzysowi finansowemu, który tez znacząco wpłynął na udzielane wszem kredyty bankowe.
Z wyników badania PKPP Lewiatana i Deloitte widać, że w najbliższym roku niemal 80 procent firm planuje lub jest w okresie realizacji inwestycji i, co istotniejsze, w przypadku niemal 1/3 firm dokonuje się to bez potrzeby sięgania po kredyty, a jedynie z wykorzystaniem środków własnych.
Czy zatem kredyty bankowe dla firm przechodzą powoli do lamusa? Z pewnością nie, bowiem jak każde instrumenty finansowe i one podlegają nieustannemu dostosowaniu do realiów rynkowych. Należy też pamiętać o znaczącej liczbie firm, dla której kredyty, w tym te specjalne kredyty dla firm, to często jedyny ratunek na załatanie nawet okresowej dziury w zobowiązaniach. Najlepszą oczywiście jest sytuacja, gdy zdrowe podmioty gospodarcze, bez potrzeby np. inwestowania czy modernizacji, nie muszą sięgać po kredyty bankowe, jako formę ostatecznego rozwiązania. I taką sytuację także obserwujemy, gdyż ponad 50 procent dużych przedsiębiorstw nie deklaruje potrzeby sięgania po kredyty. Wśród zainteresowanych sięgnięciem po kredyty bankowe podmiotów znajdują się głównie firmy z branży energetycznej i gazowej. Stąd ich dostępność, ze względu na potrzeby rynkowe, jest stale pożądana.
Na koniec warto powiedzieć, że wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy kredyty dla firm są z reguły coraz łatwiej dostępne, choć są to kredyty obarczone grzechem nadmiernej biurokracji i, co o wiele istotniejsze, rosnącymi kosztami ich obsługi, takimi jak prowizje i wysokość oprocentowania.













